Marek S. Huberath: thánatos i éschatos (część 2 z 2)

W pierwszej części niniejszego artykułu przyjąłem, że najważniejszy klucz do twórczości Marka S. Huberatha stanowi śmierć (thánatos). Omówiłem wybrane utwory, w których motyw ten ma wymiar zbiorowy; wiąże się z zagładą całych społeczeństw i cywilizacji, jak również oporem wobec takiego losu (Vatran Auraio). Część drugą poświęcę tym spośród tekstów krakowskiego pisarza, w jakich śmierć jest doświadczeniem indywidualnym. Co więcej, przybliżę pozycje podejmujące tematykę rzeczy ostatecznych (éschatos): przekroczenia granicy zaświatów oraz pośmiertnej kary i nagrody. Istotną rolę odgrywają tutaj oczywiście wpływy religijne, ale również silne inspiracje dorobkiem sztuki europejskiej: od piekielnych wizji Hieronima Boscha po rzeźby zdobiące średniowieczne katedry.

Za zasłoną śmierci

W 1991 roku, trzy lata po debiutanckim Wrocieeś Sneogg, wiedziaam…, na łamach Nowej Fantastyki ukazała się Kara większa. Opowiadanie zainicjowało eschatologiczny nurt w twórczości Huberatha i przyniosło pisarzowi pierwszą w karierze Nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Do dzisiaj pozostaje prawdopodobnie jego najważniejszym, a z pewnością najbardziej szokującym i kontrowersyjnym tekstem.

Kara większa to przedstawiona oczami zmarłego bohatera wizja miejsca, które pełni funkcję zarówno piekła, jak i czyśćca. Mimo bezpośredniego związku z wiarą chrześcijańską, autor zerwał tutaj z bardziej tradycyjnymi wyobrażeniami na temat inferno. Miejsce pośmiertnej kaźni ma tutaj więcej wspólnego z XX-wiecznymi doświadczeniami Holokaustu niż z biblijnym jeziorem ognia. Zamiast siarki i płomieni napotykamy scenerię złożoną z baraków, krematorium i bocznicy kolejowej. Zmarli wysiadają z pociągów ubrani w pasiaki, a diabły występują pod postacią przypominających esesmanów śledczych; jeden z nich dziwnym trafem nosi niemiecko brzmiące nazwisko Neuheufel.

Birkenau-guard-post
Fot. Jacomoman, źródło: Wikipedia

Niezaprzeczalnym atutem utworu jest unikalne podejście do chrześcijańskich koncepcji piekła i czyśćca. Autor wyszedł z założenia, że dla człowieka jedną z najgorszych kar może być nie tyle fizyczny ból, co stan permanentnej niepewności. Równocześnie nie poskąpił czytelnikowi drobiazgowych opisów następstw przesłuchania, czyli wybitnie drastycznych tortur, którym poddawany jest główny bohater. Tym samym opowiadanie pozostaje jedną z najbardziej sugestywnych wizji pośmiertnej kaźni, dokonywanej zarówno na ciele, jak i na umyśle. Jak powiedział pisarz w rozmowie z Wojtkiem Sedeńko:

Irytuje mnie takie naiwne wierzenie, że piekło to takie samo miejsce jak niebo, tylko że ciekawsze (…) Nic z tego: piekło jest miejscem kary i ma być w nim naprawdę źle. Kropka. Jeśli komuś po jego opisie z „Kary większej” przeszły ciarki po plecach, to się cieszę, bo właśnie o to mi chodziło. [1]

Eschatologia powraca w wielu późniejszych opowiadaniach i powieściach Huberatha, zyskując status jednego z najbardziej charakterystycznych elementów definiujących dorobek pisarza. Pojawiający się w kolejnych tekstach zmarli podróżują pomiędzy jedną a drugą stroną zasłony śmierci. W humorystycznej Kociej obecności (1993) wracają do życia, zapowiadając zbliżający się Sąd Ostateczny. Trzeba przejść groblą (2005) to z kolei wędrówka w przeciwnym kierunku; opowiadanie koncentruje się na samym doświadczeniu zgonu oraz pokonaniu ostatecznej granicy.

Tytułowy tekst z wydanego w 2006 roku zbioru Balsam długiego pożegnania jest poetycką wizją osadzoną w baśniowej, sennej scenerii, stylizowanej na śródziemnomorskie wyspy. Autor podejmuje tutaj zagadnienie akceptacji dla śmierci oraz rozstania z martwymi bliskimi. W opowiadaniu występuje ból rozłąki, ale również nadzieja, przejście na drugą stronę stanowi bowiem początek nowej podróży; zmarli wsiadają na pokład czarodziejskiej łodzi, która unosi się do nieba i zabiera ich ku nieznanemu:

Wtem żagle roziskrzyły się srebrzyście, kierując galerę ku pojedynczemu promieniowi światła przenikającemu przez chmury. „Rosa perli się na żaglach?”, pomyślał Lorenzo, podziwiając nawę, która jak cudowny motyl kierowała się ku jasności. Tunel światła wyglądał jak drogowskaz dla podróżnych. [2]

okładka autorstwa marty blachury
Okładka Balsamu długiego pożegnania autorstwa Marty Blachury

Kryminał ontologiczny

A co z personifikacją śmierci? Huberath posłużył się tym popularnym motywem w wybitnie przewrotny sposób na kartach pierwszej, wydanej w 1998 roku powieści Gniazdo światów. Autor długo kazał czekać na debiutancką długą formę; od pamiętnego zwycięstwa w konkursie literackim Fantastyki minęło aż jedenaście lat. Oczekiwanie opłaciło się jednak i publikacja spełniła nadzieje fandomu, który uhonorował ją kolejną, trzecią już Nagrodą im. Janusza A. Zajdla. Do najbardziej prestiżowego wyróżnienia polskiej fantastyki dołączyły Śląkfa (nagroda Śląskiego Klubu Fantastyki) oraz Srebrny Glob (nagroda Asocjacji Polskich Pisarzy Fantastycznych).

Gniazdo światów to najbardziej prowokujące intelektualnie dzieło Huberatha, pozycja pod wieloma względami odbiegająca od reszty twórczości pisarza; zachowuje jednak znaki rozpoznawcze w postaci ciężkiej, przygnębiającej atmosfery oraz tragicznego, angażującego emocjonalnie wątku miłosnego (podobnie jak w Ostatnich, którzy wyszli z Raju). Całość opiera się na kilku nadzwyczaj oryginalnych koncepcjach dotyczących struktury rzeczywistości oraz zagadnień ontologicznych.

Trudno powiedzieć zbyt wiele o Gnieździe światów, jest to bowiem książka-łamigłówka, literacka gra z czytelnikiem, którą od początku do końca należy odkrywać samodzielnie. Jacek Dukaj bardzo trafnie określił ją mianem kryminału ontologicznego – jednym z głównych wątków jest poszukiwanie przyczyn epidemii zgonów, jednak w żadnym razie nie powinniśmy spodziewać się rozwiązań i tropów typowych dla powieści kryminalnej. U kresu nie czeka bowiem morderca i wymiar sprawiedliwości, ale pytania o Boga, nieśmiertelność oraz budowę (meta)wszechświata.

Przypuszczalnie największym atutem Gniazda światów pozostaje fakt, że Huberath podjął tutaj próbę stworzenia książki interaktywnej. Autor usiłuje doprowadzić czytelnika do przekonania, że faktycznie uczestniczy on w fabule oraz przejmuje funkcję jednego z głównych sprawców opisywanych wydarzeń. Chociaż sztuczka sprawdza się tylko przy pierwszej lekturze, jest nad wyraz sugestywna. W jednej ze scen główny bohater bezpośrednio zwraca się do nas samych z dramatycznym apelem o przerwanie lektury; wiele osób miało posłuchać tego wezwania, a z pewnością niemal każdy przynajmniej zawahał się, zanim przewrócił kolejną stronę:

– Mówię do ciebie. Właśnie do ciebie, który teraz masz tę książkę w dłoniach. Przestań ją czytać! Bardzo cię proszę. Odłóż ją (…) Jeśli odłożysz „Gniazdo światów”, wszystko tutaj zastygnie w półistnieniu… Tak jest dla nas najlepiej (…) Daj nam tę szansę! [3]

Marek S. Huberath, Gniazdo światów
Gniazdo światów (1998)

Biblia, Bosch i Danse Macabre

Kara większa nie była ostatnią podróżą po Piekle, do której Huberath zaprosił swoich czytelników. Na przestrzeni dziewięciu lat, od 1995 do 2004 roku powstawały Miasta pod Skałą. Wielowymiarowa, rozbudowana i najdłuższa w dorobku autora opowieść miała wszelkie predyspozycje do tego, aby stać się jego opus magnum. Jednak tym razem fandom nie obsypał już Huberatha nagrodami; być może szalę przeważyły brak zwartej fabuły oraz nieco oniryczny, a co za tym idzie chaotyczny charakter narracji i konstrukcji świata. Innym wytłumaczeniem może być zwykły pech – książka ukazała się równolegle z pierwszym tomem Pana Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza, jednego z największych bestsellerów polskiej fantastyki. W roku 2005 przygody Vuko Drakkainena zgarnęły całą pulę statuetek, wraz z Zajdlem i Śląkfą.

Przez tytułowe Miasta prowadzi czytelnika młody badacz sztuki nazwiskiem Humphrey Adams, który niczym Alicja odnajduje przypadkiem bramę do innego świata (tym razem rolę króliczej nory pełni furtka w Murze Watykańskim). Nazwisko i profesja protagonisty nie są przypadkowe, podobnie jak przypadkowy nie jest napis na pozostawionym w kieszeni paragonie z restauracji Bucca dell’InfernoWrota Piekieł. Po drugiej stronie podziemnego labiryntu czeka alternatywna, jak gdyby odbita w magicznym zwierciadle wersja Rzymu, gdzie ptaki wydziobują przechodniom oczy, kobiety noszą ruchome tatuaże, a dziecięce czaszki przepowiadają przyszłość. Nie będzie to jednak kres wędrówki, a zaledwie jeden z przystanków na długiej, dantejskiej ścieżce głównego bohatera.

Marek S. Huberath, Miasta pod Skałą
Miasta pod Skałą (2005)

Piekło w Miastach pod Skałą całkowicie różni się od tego, które zwiedzali wcześniej czytelnicy Kary większej. Huberath prowadzi Adam(s)a – przez większość czasu przekonanego, że śni – po onirycznej, fantastycznej krainie, miejscami przypominającej raczej światy fantasy, niż miejsce kaźni. Nie ma tutaj dosłowności, jest za to mnogość symboli, metafor oraz imponująca mozaika inspiracji. Na kolejnych stronicach napotykamy Ogród Eden, apokryficzną Lilith, mechanicznego cesarza Nerona, aniołów – tych, którzy doznali Upadku i tych, którzy niosą ratunek potępionym – oraz zmarłych wędrujących w korowodzie średniowiecznego Danse Macabre:

Oto przed nim kroczyła zakapturzona postać, chuda, jakby płaszcz wisiał na wieszaku. Przed zakapturzonym podążał krępy mężczyzna w zielonym kapelusiku z piórkiem, a po prawej i po lewej towarzyszyły mu dwa kościotrupy. Jeden z nich odwrócił głowę i rzucił mu mroczne spojrzenie pustych oczodołów (…)

Maszerujący ludzie byli w różnym wieku, choć na ogół starsi. Gdzieś na przedzie dojrzał zarys dziecka lub karła. Odziani różnorodnie, niektórzy wyglądali jak z obrazów historycznych. Wielu z nich niosło atrybuty zawodowe: to wystający z kiszeni lekarza stetoskop, to skrzynkę z narzędziami montera. Wszyscy byli brzydcy, starzy, zbyt otyli lub zbyt chudzi (…)

Od czoła pochodu dotarł jakiś impuls czy rozkaz, bo wszyscy maszerujący, zarówno ludzie, jak i kościotrupy, zaczęli kolebać się na boki. To podbiegali, wyciągając do przodu złączone ręce, to znów zwalniali. Podrygiwali rytmicznie, ale nikt nie śpiewał. [4]

Bernt Notke Surmatants (Totentanz) in St Nicholas Church Tallinn
Bernt Notke, Taniec śmierci (fragment), Kościół św. Mikołaja w Tallinie, źródło: Wikipedia

Miasta pod skałą opierają się na dwóch zasadniczych fundamentach. Pierwszy to oczywiście inspiracje judeochrześcijańskie: Biblia oraz jej apokryfy. Drugi, nie mniej istotny, stanowi historia sztuki; objawia się ona w dialogach, poświęconych zagadnieniom malarstwa i rzeźby, jak również w wizjach, które przewijają się przed oczami Adamsa. Jeden z najznakomitszych fragmentów książki przynosi literacką adaptację twórczości Hieronima Boscha:

Całe grupy ludzi wchodziły do małych pomieszczeń u stóp wysokich, ceglanych kominów, przypominających tamten napotkany w ciemnościach. Niektórzy nieśli w rękach swoje głowy, inni dźwigali tylko twarze, głowy mając nadal na szyi. Po wejściu kolejnej grupy, z komina wystrzelał pióropusz ognia i dymu, leciały czarne łachmany sadzy.

Ktoś leżał rozciągnięty na kole od wozu; jego kończyny powyginane były pod najdziwniejszymi kątami. Z otwartych złamań ciekła krew.

Widokowi towarzyszył bardzo głośny dźwięk, nie seria wybuchów, lecz nieznośny hałas, uciążliwy warkot jakby pracującego urządzenia, przez który czasem przedzierał się dźwięk żałobnych dzwonów. Daleko na wzgórzach kościotrupy biły w dzwony rozwieszone na szubienicach. [5]

Hieronim Bosch, Ogród rozkoszy ziemskich (fragment)
Hieronim Bosch, Ogród rozkoszy ziemskich (fragment), źródło: Wikipedia

L’Inferno, Il Paradiso

Łączenie eschatologii z historią sztuki europejskiej nie było, jak się okazało, jednorazowym kaprysem. W kolejnej, napisanej w 2010 roku powieści Huberath poszedł o krok, a nawet dwa kroki dalej w tym samym kierunku. Średniowieczne oraz renesansowe malarstwo i rzeźba stały się kanwą książki, która pierwotnie miała nosić tytuł Zachodni portal Katedry w Lugdunum, a ostatecznie została wydana jako Portal zdobiony posągami. Już na pierwszej stronie na czytelników czeka niezwykły fragment, bezpośrednio związany z rzeczoną tematyką:

Malując postać diabła, dobrze jest najpierw wypełnić szkic całej jego postaci lekkim zielonym laserunkiem. Paszczę, rogi, kopyta i barwne skrzydła odrobi się w drugiej kolejności. Też odda się je wielowarstwowymi laserunkami, ale delikatny odcień zieleni położony najpierw, niejako na wstępie, uporządkuje duszę malarza i przygotuje go do tej pracy. Po nałożeniu pierwszego laserunku deska ma stać na słońcu nawet tydzień dla wyschnięcia farby. Można długo przyglądać się zaznaczonej postaci, utrwalać sobie w myśli wyobrażenie bestii o nietoperzych skrzydłach. [6]

Podobnie jak w Miastach pod Skałą, głównym bohaterem jest badacz sztuki, uczestniczący w zagadkowej konferencji kolegów po fachu. Oczywiście, nic nie jest tym, czym się na pozór wydaje, a czytelnicy zaznajomieni z twórczością Huberatha bez trudu odgadną, w jakim kierunku zmierza fabuła. Dość łatwą podpowiedź stanowią zresztą tytuły kolejnych części, nawiązujące do Boskiej komedii Dantego: L’Inferno (Piekło), Il Purgatorio (Czyściec), Il Paradiso (Raj).

Sztuka wypełnia cały pierwszy plan książki; jest zarówno kluczem do fabuły, jak i budulcem świata przedstawionego. Inaczej niż w Miastach pod Skałą, zabrakło miejsca dla religii oraz eschatologicznych rozważań na temat ostatecznej nagrody i kary. Powraca natomiast oniryczność, a sny głównego bohatera stanowią istotną część narracji. Bogate, sugestywne wizje dają wyraz fascynacji Dantem, Boschem i Memlingiem. Ponownie, tak jak w Miastach…, pojawia się urzekająca literacka adaptacja renesansowego malarstwa – tym razem nawiązująca do ówczesnych wizji Sądu Ostatecznego (Hans Memling, Luca Signorelli):

Spotkali wiele osób wychodzących z ziemi, odtwarzających się, a potem wzlatujących w powietrze. Mijali leżące szkielety. Wzorem nieznanego mężczyzny na ich czołach Ioanneos kreślił palcem znak krzyża (…) W oddali zauważył stojący pomnik skrzydlatego rycerza z uniesionym mieczem w jednej ręce i wagą szalkową w drugiej. Płyty zbroi jaśniały lustrzanie. [7]

Das_Jüngste_Gericht_(Memling)
Hans Memling, Sąd Ostateczny (fragment), źródło: Wikipedia

Skąd u Huberatha skłonność do krzyżowania historii sztuki z eschatologią? Z jednej strony można wytłumaczyć to licznymi podróżami autora, obejmującymi również najważniejsze ośrodki europejskiej kultury; Miasta pod Skałą powstawały m.in. w Rzymie, Ratyzbonie, i Liège, a Portal zdobiony posągami w Leuven i oczywiście rodzinnym Krakowie. Równocześnie trudno nie zauważyć, że jest to połączenie bardzo naturalne; wyobrażenia piekła lub Sądu Ostatecznego należały przecież do tematów cieszących się szczególną fascynacją wśród średniowiecznych artystów. Bez względu na przyczyny, bogate inspiracje z zakresu sztuki ożywiły dorobek krakowskiego pisarza, podkreśliły unikalny charakter jego twórczości oraz dały dowód szerokiej wiedzy i różnorodności zainteresowań.

Symboliczny wydaje się fakt, że w Portalu… odnajdujemy nie tylko obrazy inferno, ale również inspirującą wizję paradiso. Szkicowana piórem krakowskiego pisarza podróż po zaświatach rozpoczęła się w 1991 roku od inferno ze stron Kary większej, a nawet wcześniej, w równie przerażającym świecie Wrócieeś Sneogg, wiedziaam… Później zwiedzaliśmy kolejne piekła, dosłowne lub metaforyczne; w Miastach pod Skałą, Ostatnich, którzy wyszli z Raju, czy Vatranie Auraio. Na tę chwilę – rok 2017 – Portal… jest ostatnią książką Huberatha, a niebiosa wydają się właściwym zwieńczeniem drogi dla czytelników, którzy przebyli bolesne szlaki inferno:

(…) ostatnie słowa książki to ukłon w stronę C.S. Lewisa: „Im dalej w głąb, tym dalej wzwyż”; obojętnie jak daleko tam wejdziesz, ciągle ci się wydaje, że stoisz na progu. To próba zrozumienia, jak może wyglądać niebo. Na ogół się narzeka, że piekło tak fajnie wychodzi w literaturze, a niebo to jest takie beznadziejne: stoją, śpiewają i co z tego? Próbowałem stworzyć model, żeby można było wyobrazić sobie coś fenomenalnego, bogatego, rozsadzającego.[8]

Marek S. Huberath, Portal zdobiony posągami
Portal zdobiony posągami (2012)

Miłość wobec rozpaczy

Piekło, śmierć, kara, postapokalipsa, dystopia: wszystkie te hasła, najczęściej powracające w kontekście twórczości Marka S. Huberatha, mogłyby doprowadzić nas do konkluzji, że dorobek krakowskiego pisarza to przede wszystkim przygnębiająca analiza ludzkiego cierpienia. O ile jednak rzeczywiście nie brakuje tutaj ciężkiej atmosfery oraz najtrudniejszych prób, to w znacznej części utworów za bólem kryje się nadzieja i wiara w człowieka, który – uzbrojony we własną moralność oraz uczucia – zdolny jest do przezwyciężenia śmierci. W Vatranie Auraio populacja osadników za wszelką cenę utrzymuje się przy życiu. Główny bohater Wrócieeś Sneogg, wiedziaam… ponosi najwyższą ofiarę, ale zwycięża moralnie.

U bohaterów Huberatha wola przetrwania i człowieczeństwo objawiają się w najtrudniejszych warunkach; bliskość śmierci pozwala odkryć to, co stanowi istotę człowieka. Jak powiedział Michael Kandel, amerykański pisarz i tłumacz Stanisława Lema:

Huberath pisze o ludziach, którzy według wszelkich znaków na niebie i ziemi powinni poddać się rozpaczy, lecz tego nie czynią – mimo koszmaru, w jaki zmienia się ich życie. [9]

Nie powinien zaskakiwać fakt, że źródłem nadziei pozostaje przede wszystkim miłość. O ile krakowski pisarz nie tworzy złożonych portretów psychologicznych, to nie można odmówić mu talentu związanego z opisywaniem relacji międzyludzkich. Uczucia nakreśla w sposób minimalistyczny, ale bardzo naturalny i angażujący emocjonalnie – szczególnie w kontekście zagrożeń piętrzonych przez świat przedstawiony. Tragiczna miłość osadzona w niesprzyjającym świecie to kolejny charakterystyczny element opowieści tworzonych przez Huberatha. I – co wypada podkreślić na koniec – czasami tak naprawdę najważniejszy. Naznaczone bólem, ale również wiarą historie łączące Snorga i Tib (Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…), Grahama i Agnes (Ostatni, którzy wyszli z Raju) czy Gaveina i Ra Mahleiné (Gniazdo światów) to niezastąpiona cząstka każdej z tych opowieści.

Jak czytać Huberatha?

Dwa najważniejsze teksty krakowskiego pisarza to opowiadania Wrócieeś Sneogg, wiedziaam… (1987) oraz Kara większa (1991). Jeżeli nigdy nie mieliście z Huberathem do czynienia, utwory te powinny stanowić Wasz pierwszy priorytet. W 2005 roku znalazły się one w zbiorze Balsam długiego pożegnania, wydanym nakładem Wydawnictwa Literackiego. Publikacja zawiera niemal wszystkie opowiadania autora; jest tam co prawda kilka słabszych tekstów (Kocia obecność, Trzeba przejść groblą), ale poziom wyrównuje znakomita mikropowieść Ostatni, którzy wyszli z Raju (1996). Brakuje tylko opowiadań o żywych statkach (wznowione w 2010 roku z Vatranem Auraio), które zresztą nie są dużą stratą, oraz kolejnej mikropowieści Druga podobizna w alabastrze (1997). Przymykając oko na niewielkie ubytki, mogę z pełnym przekonaniem zarekomendować Balsam długiego pożegnania jako najlepszy punkt wyjścia do poznawania Huberatha. Zbiór ma przekrojowy charakter i pozwoli Wam poznać zarówno nurt eschatologiczny, jak i fantastycznonaukowy.

Marek S. Huberath na Pyrkonie w 2007 r.
Marek S. Huberath, fot. Rectum irae, Źródło: Wikipedia

W przypadku długiej formy polecam zacząć oczywiście od Gniazda światów (1998): książki, która została uhonorowana największą ilością nagród. Nie przytłacza rozmiarem, a spośród wszystkich powieści autora posiada najbardziej zwartą i przystępną fabułę. I, naturalnie, najciekawsze pomysły.

Wybór kolejnej powieści powinien zależeć od Waszych preferencji. Vatran Auraio (2010), wydany wraz z dwoma opowiadaniami z tego samego uniwersum, ma szansę zainteresować miłośników postapokalipsy (chociaż opowieść tak naprawdę nie zalicza się do tego nurtu). Miasta pod Skałą (2005, wznowione w 2011) to skok na nieco głębszą wodę; polecam osobom, które gustują w historiach opartych o wierzenia judeochrześcijańskie. Należy jednak liczyć się z faktem, że jest to przeciwny biegun popowych bajek spod znaku Zastępów anielskich Kossakowskiej. Jeżeli polubicie Miasta…, możecie śmiało sięgać po rozwijający podobne pomysły Portal zdobiony posągami (2012).

Przypisy:

[1] Wojciech Sedeńko, Wywiad z Markiem S. Huberathem, 1998, Blog Wojtka Sedeńko, 17.01.2011

[2] Marek S. Huberath, Balsam długiego pożegnania w: Balsam długiego pożegnania, Kraków 2006, s. 506

[3] Marek S. Huberath, Gniazdo światów, Warszawa 1998, s. 268

[4] Marek S. Huberath, Miasta pod Skałą, Kraków 2005, s. 177-179

[5] Tamże, s. 407

[6] Marek S. Huberath, Portal zdobiony posągami, Lublin 2012, s. 5

[7] Tamże, s. 39-40

[8] Dorota Kuśmirek-Wrzos, Każdy z nas jest jedną liczbą. O fizyce wyobraźni, Fantasta.pl, 04.01.2013

[9] O książce – Miasta pod Skałą, wydawnictwoliterackie.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s